Legendy i ikony w Rynku

Spacerując po Rynku Głównym nie sposób ominąć miejsc powszechnie znanych i zapisanych w kulturze Polski. Jednym z takich miejscem jest „Piwnica pod Baranami”.

„PIWNICA POD BARANAMI” osiągnęła już takie lata, że śmiało mogłaby się znaleźć w księdze Guinessa. Pomyśleć: była już za Gomułki, przeżyła Gierka, zakwitła za „Solidarności”, wstrzymała oddech w stanie wojennym, po czym znów ruszyła w demokrację, w jej dość poplątany repertuar – karmiła się na zmianę: absurdem, polityką, historią i sztuką (wszystkie te dziedziny jakże sobie bliskie), karmiła się także cenzura, karmiła się każdym głupstwem, na które stać jednostki i narody. Ilu przeszło przez tę niewielką podziemną dziuplę artystów! (…) Piotr Skrzynecki przewodniczył najdłuższemu kabaretowi świata, kabaretowi (…) co był jednym z magnetycznych punktów Krakowa – każdy, kto tu wszedł i utknął doskonale wie o tym. Piwnica trwa nadal… właśnie obchodzi swoje 68 – lecie.” 

O Piotrze Skrzyneckim można by pisać tomy – najlepiej poczytać Wikipedię, bo tam są fakty z Jego życia, a nie tylko peany ku czci.

Uważam, że niezwykli ludzie kultury często są kontrowersyjni, ale wybacza im się więcej, bo inspirują innych twórców, gdy sami tworzą mniej… Jednym  z nich był Piotr Skrzynecki.

Z kolei Klub pod Jaszczurami, dawny klub studencki, a teraz znany z udanych sesji karaoke.

Dzisiaj na deser po śniadaniu poszliśmy do baru „Wife & Husband” (dwie bramy dalej od naszego lokum).

Warte wspomnienia, bo gorąca szarlotka z lodami i pistacjowa tarta z matchą były obfite i smaczne.  Kto nie wie, co to jest matcha, niech poczyta w Internecie.  

Podobno młodzi klienci nie wchodzą do miejsc, gdzie nie serwuje się  tego czegoś…

Dodaj komentarz