- Ameryka Północna (103)
- Stany Zjednoczone (87)
- Kanada (16)
- Ameryka Środkowa (48)
- Meksyk (48)
- Ameryka Południowa (11)
- Brazylia (11)
- Australia i Oceania (20)
- Azja (472)
- Tajlandia (76)
- Malezja (3)
- Birma (Myanmar) (52)
- Kambodża (258)
- Indonezja (11)
- Singapur (6)
- Izrael (8)
- Zjednoczone Emiraty Arabskie (3)
- Oman (26)
- Sri Lanka (24)
- Turcja (11)
- Afryka (19)
- Maroko (8)
- Tunezja (11)
- Egipt
- Madagaskar
- Europa (482)
- Hiszpania (Katalonia) (7)
- Hiszpania (27)
- Włochy (29)
- Wielka Brytania (4)
- Francja (25)
- Polska (306)
- Niemcy (12)
- Czechy (11)
- Grecja (46)
- Cypr (16)
- Off-topic
- Wszystkie
Trochę Paryża w Szczecinie
Teatr Polski w Szczecinie - na dwóch poziomach i z pięcioma scenami:

Scena Włoska dla 500 widzów

Scena im. Jana Banuchy – 150

Scena Kameralna – 120

Scena Szekspirowska – 240

Scena Kabaretowa (Scena Świętokradców Parafii Czarnego Kota Rudego) – 80 widzów.

Ten wielki kombinat kultury jest niezwykle popularnym miejscem, do którego regularnie przychodzą widzowie z całej (?) Polski. My też.
Dzisiaj wybraliśmy się na spektakl muzyczny „Paryski spleen*”.

O spektaklu napisano na internetowej stronie Teatru:
„Paryski spleen” to poetycko-muzyczna wędrówka przez miasto będące wiecznie żywym źródłem nieustających artystycznych inspiracji.
Drogi Widzu, stań się flâneurem**, spacerowiczem przemierzającym jego eleganckie literackie aleje, labiryntowe muzyczne pasaże i tajemne filmowe zaułki. Usiądź w kawiarni, aby wśród bohemy posłuchać anegdot z życia cyganerii. Z pluszu i aksamitu teatralnej loży wyrusz w świat opery. Nie zapomnij też o kabarecie, z jego buntowniczym humorem i obrazoburczym kankanem. A w małych uliczkach posłuchaj szeptów dawnie i obecnie zakochanych.
Daj się uwieść spleenowi, tej melancholijnej aurze, która ukazuje rzeczywistość z zupełnie innej, nierzeczywistej, perspektywy.”
Dyrektor teatru – scenarzysta i reżyser tego spektaklu Adam Opatowicz zaprosił nas do spaceru po Paryżu śladami paryskiej bohemy w czasach fin de siècle'u.
Nie usłyszeliśmy przebojów Edith Piaf, Jacques'a Brela, czy Juliette Greco. Słuchaliśmy innych, mniej znanych utworów, pełnych poezji i nastroju.
Usłyszeliśmy: „marionetkowe" wykonanie Mon amour, mon ami (Ola Gurdziel), wyrazisty Gigi l’amoroso Eweliny Poźniak, duet Mes emmerdes Damiana Aleksandra i Dominika Bobryka, piękne Tombe la neige Olka Różanka, dobry Bar Montparnasse Adrianny Szymańskiej, a przepiękny przebój La Boheme, przejmująco zaśpiewany i przez Damiana Bobryka. Ten ostatni utwór to był aktorski i piosenkarski majstersztyk.

Na zdjęciu: Dominik Bobryk
Aby widz mógł odetchnąć od „spleenowej” aury, na scenie pojawiają się liczne tancerki i (jeden) tancerz prezentując m.in. kankan, który kontrowersyjny, na owe czasy, symbolizuje buntowniczy humor i zmysłowość paryskiej bohemy.

*Spleen to angielskie słowo oznaczające dosłownie śledzionę (narząd), ale częściej używane jest w znaczeniu przenośnym, oznaczając stan głębokiego przygnębienia, apatii, zniechęcenia, nudy lub złego humoru (podobne do polskiego splin czy chandra), popularne w literaturze dekadenckiej.

**Flaner (fr.: flâneur – włóczęga, spacerowicz, próżniak) – osoba należąca do subkultury, której początki przypisuje się XIX-wiecznej Francji, a która później rozwinęła się również w Niemczech i reszcie Europy, na którą składało się spacerowanie, chadzanie po mieście, kontemplowanie miejskiego życia oraz wielogodzinne obserwowanie i komentowanie życia ulicy. (…) Błąkając się bez żadnego konkretnego celu, w oderwaniu od zgiełku i szybkości życia codziennego, flaner był ostrym obserwatorem społeczeństwa.(…)
Zdjęcia ze spektaklu pochodzą z galerii Teatru Polskiego w Szczecinie.
























