Trochę Paryża w Szczecinie

Teatr Polski w Szczecinie - na dwóch poziomach i z pięcioma scenami:

Scena Włoska dla  500 widzów

Scena im. Jana Banuchy – 150

Scena Kameralna – 120

Scena  Szekspirowska – 240

Scena  Kabaretowa (Scena Świętokradców Parafii Czarnego Kota Rudego) – 80 widzów.

Ten wielki kombinat kultury jest niezwykle popularnym miejscem, do którego regularnie przychodzą widzowie z całej (?) Polski. My też.

Dzisiaj wybraliśmy się na spektakl muzyczny „Paryski spleen*”.

O spektaklu napisano na internetowej stronie Teatru:

Paryski spleen” to poetycko-muzyczna wędrówka przez miasto będące wiecznie żywym źródłem nieustających artystycznych inspiracji.

Drogi Widzu, stań się flâneurem**, spacerowiczem przemierzającym jego eleganckie literackie aleje, labiryntowe muzyczne pasaże i tajemne filmowe zaułki. Usiądź w kawiarni, aby wśród bohemy posłuchać anegdot z życia cyganerii. Z pluszu i aksamitu teatralnej loży wyrusz w świat opery. Nie zapomnij też o kabarecie, z jego buntowniczym humorem i obrazoburczym kankanem. A w małych uliczkach posłuchaj szeptów dawnie i obecnie zakochanych.
Daj się uwieść spleenowi, tej melancholijnej aurze, która ukazuje rzeczywistość z zupełnie innej, nierzeczywistej, perspektywy.”

Dyrektor teatru – scenarzysta i reżyser tego spektaklu Adam Opatowicz zaprosił nas do spaceru po Paryżu śladami paryskiej bohemy w czasach fin de siècle'u.

Nie usłyszeliśmy przebojów Edith Piaf, Jacques'a Brela, czy Juliette Greco. Słuchaliśmy innych, mniej znanych utworów, pełnych poezji i nastroju. 

Usłyszeliśmy: „marionetkowe" wykonanie Mon amour, mon ami (Ola Gurdziel), wyrazisty Gigi l’amoroso Eweliny Poźniak, duet Mes emmerdes Damiana Aleksandra i Dominika Bobryka, piękne Tombe la neige Olka Różanka, dobry Bar Montparnasse Adrianny Szymańskiej, a przepiękny przebój La Boheme, przejmująco zaśpiewany i przez Damiana Bobryka. Ten ostatni utwór to był aktorski i piosenkarski majstersztyk.


Na zdjęciu: Dominik Bobryk

Aby widz mógł odetchnąć od „spleenowej” aury, na scenie pojawiają się  liczne tancerki i (jeden) tancerz prezentując m.in.  kankan, który kontrowersyjny, na owe czasy, symbolizuje buntowniczy humor i zmysłowość paryskiej bohemy.

*Spleen to angielskie słowo oznaczające dosłownie śledzionę (narząd), ale częściej używane jest w znaczeniu przenośnym, oznaczając stan głębokiego przygnębienia, apatii, zniechęcenia, nudy lub złego humoru (podobne do polskiego splin czy chandra), popularne w literaturze dekadenckiej.

 

**Flaner (fr.: flâneur – włóczęga, spacerowicz, próżniak) – osoba należąca do subkultury, której początki przypisuje się XIX-wiecznej Francji, a która później rozwinęła się również w Niemczech i reszcie Europy, na którą składało się spacerowanie, chadzanie po mieście, kontemplowanie miejskiego życia oraz wielogodzinne obserwowanie i komentowanie życia ulicy. (…) Błąkając się bez żadnego konkretnego celu, w oderwaniu od zgiełku i szybkości życia codziennego, flaner był ostrym obserwatorem społeczeństwa.(…)

Zdjęcia ze spektaklu pochodzą z galerii Teatru Polskiego w Szczecinie.

Dodaj komentarz