Spokojniejsze życie?

Obawiam się, że w najbliższym czasie nie będziemy ani daleko ani blisko podróżować. Możliwość dokonywania wpisów na blogu będzie mocno ograniczona.

Muszę wytłumaczyć się dlaczego tak się dzieje:

A więc tak wygląda historia jednej nogi:

Pewnego dnia w kwietniu ‘26, tuż przed planowanym wylotem na Madagascar, zostałem gwałtownie obudzony z popołudniowej drzemki dzwonkiem do drzwi przez niezapowiedzianego na ten dzień ucznia.

Zerwałem się z kanapy jakby ze snu lunatycznego i wystrzeliłem w powietrze. Padając na podłogę  zahaczyłem prawą stopą (jej częścią wewnętrzną tuż pod kostką,  przy ścięgnie Achillesa), o ostry brzeg stolika przy sofie.

Ból był straszny, ale dałem radę, a następnie zignorowałem ewentualne konsekwencje wypadku lecząc się domowymi sposobami.

Po dwóch miesiącach (czerwiec ’26!) kuśtykania i cierpienia udałem się do ortopedy. Okazało się, że ścięgno Achillesa zostało mocno naderwane i nadawało się do operacji zszycia. Taki zabieg robi się  wyłącznie krótko po zdarzeniu. Teraz, po takim długim  czasie, na operację było już za późno.  Była tu mowa o trwałych zmianach w tkankach.

Musiałem pogodzić się, że moja prawa noga (łydka) będzie  mniej sprawna. Dalej utykałem, ale bez większych dolegliwości.

I tak było do momentu, aż na początku lipca poczułem ból w okolicy lewego ścięgna Achillesa. Teraz wiem, że wyniknęło to z przeciążenia lewej łydki przy chodzeniu kulawo…

Ponadto mój dyskomfort polegał na słabym utrzymywaniu równowagi podczas chodzenia, z powodu chorych ścięgien, a w konsekwencji słabych łydek.

Udałem się do ortopedy, który zalecił intensywną fizykoterapię lewego ścięgna.

I tak oto na początku lipca zająłem się leczeniem lewej stopy!

Mówimy, że nieszczęścia chodzą parami, a więc coś jeszcze musiało się wydarzyć!

No i wydarzyło się!

We czwartek 16 lipca pojechałem sam na jeden dzień do Poznania w sprawach rodzinnych. Na dworcu, na schodach ruchomych straciłem równowagę i upadłem. A w lewej stopie poczułem silne chrupnięcie!

Cierpienia nie będę opisywał …

Po powrocie do Szczecina zgłosiłem się do ortopedy (w poniedziałek), który zasugerował zszywanie małego naderwania lewego ścięgna Achillesa. Po takim zabiegu następuje  długotrwała rehabilitacja. A rezultat jest trudny do przewidzenia!

Jako opcję usłyszałem możliwość długotrwałego (3 – 6 miesięcy) leczenia przez unieruchomienie stopy i łydki specjalistyczną ortezą.

Wybrałem tę drugą opcję…

Wysoką ortezę mam od wtorku i jeszcze nie umiem poruszać się o kulach…

I tak oto zostało na mnie / na nas wymuszone spokojniejsze życie i będę / będziemy mieli więcej czasu na filozofowanie nt. ludzkiej egzystencji.

Podejrzewam, że dalszy ciąg nastąpi.

Dodaj komentarz
  • 21 października 2026 | środa 02:40 izala, Szczecin
    Ojoj! Ledwo zdążyłam pomyśleć sobie, że w sumie dobrze jest mieć trochę czasu na filozofowanie o ludzkiej egzystencji (aczkolwiek generalnie to: "nie filozofuj, nie filozofuj"), i od razu dostałam po głowie ponurą zapowiedzią ciągu dalszego. Wierzę jednak, że "dalszy ciąg" będzie lepszy niż poprzednie wydarzenia i spokojnie dojdziesz do zdrowia. Pomyśl o mnóstwie czasu na czytanie, oglądanie bzdur w telewizji (bez polityki!) i oczywiście rozmowy z przyjaciółmi. Buziaki - Iza.