Dzień ósmy. Na plaży!

Mimo ciężkich chmur na niebie i niezbyt wysokiej temperatury w mieście w niedzielę i poniedziałek, uwierzyliśmy niezwykle optymistycznej prognozie pogody i zarezerwowaliśmy pokój na jedną noc na Fire Island* (Wyspa Ognista), a dokładnie w Fire Island Pines (Sosny Wyspy Ognistej).

Tu mała ciekawostka: nazwa wyspy pochodzi z czasów holenderskich, gdy nazywano ją vier (czwarta), a anglojęzyczni słyszeli fire (ogień!).

Dlaczego wybraliśmy właśnie tę wyspę? Byłem tu 23 lata temu i chciałem, aby Adek też zobaczył to zjawisko geograficzne i socjologiczne.

Lubimy takie klimaty:

Plaża

„Fire Island Pines wraz z sąsiednimi Cherry Grove (Lasek Wiśniowy)to obszary najsilniej związane ze społecznością homoseksualistów na Fire Island. Wyspa była określana jako pierwsze amerykańskie miasto gejów i lesbijek i służyła od lat 20. i 30. XX wieku jako schronienie dla wczasowiczów i innych osób, które pragnęły bardziej liberalnej postawy dozwolonej przez mieszkańców wyspy.”

Pochmurne i zimne rano o godzinie 6:00 nie wróżyło nic dobrego. Po przybyciu na wyspę (dotarcie zajęło 4 godziny metrem, pociągiem, autobusem i promem!) słońce zaczęło grzać na dobre. Plaża była pusta, bo sezon się skończył, ale oceanowi było wszystko jedno i szumiał pełną siłą swoich fal.

Reszta na zdjęciach.

*Fire Island – wyspa położona przy atlantyckim wybrzeżu USA, w pobliżu Nowego Jorku, jest wyspą barierową w ciągu licznych innych wysepek i mierzei wzdłuż południowego brzegu Long Island; jest największą z nich, liczy ok. 50 km długości i od 160 do 400 metrów szerokości.

Fire Islands

Dodaj komentarz
  • 14 października 2019 | poniedziałek 12:56 Iza, SZCZECIN
    To chyba nie wyspa tylko tasiemka.
    NO, ALE NA TEJ TASIEMCE SPORO SIĘ MIEŚCI I SPORO SIĘ DZIEJE!