Bye bye Krabi!

Krótkim wpisem w poniedziałek 15 grudnia kończymy nasz pobyt na południu Tajlandii – w rejonie Krabi.

Nie wykazaliśmy się szczególną aktywnością turystyczną, ale takie było nasze założenie.

Przyjechaliśmy tu po pracowitym roku ’25, który nie rozpieszczał nas wszystkich piękną pogodą.

W Tajlandii zmiany klimatyczne też znalazły swoje odzwierciedlenie i dlatego po wielkich deszczach i powodziach w porze deszczowej, w porze suchej też pojawiają się częste opady.

W rezultacie mieliśmy tutaj tylko 2 dni słoneczne, a w pozostałych  cieszyliśmy się ciepłem (gorącem?) i nie narzekaliśmy na brak wylegiwania się na plaży… Piwo Chang smakuje bez względu na temperaturę otoczenia.

Tuba z filtrem słonecznym pozostała nietknięta! Wystarczy na gorące polskie lato ’26.

Czujemy się dobrze, tzn. zdrowi, wypoczęci i gotowi do kolejnego etapu naszej podróży.

Za chwilę jedziemy na lotnisko w Krabi, skąd lecimy do Bangkoku, a stamtąd transferujemy się do Kambodży – na nowe lotnisko w Phnom Penh, o którym będzie jeszcze mowa.

PS

Na plażach Tajlandii nie ma leżaków i parasoli z powodu surowych przepisów ochronnych parków narodowych, mających chronić ekosystem, oraz ograniczeń wprowadzonych po latach nadmiernej komercjalizacji i zniszczeń, które miały zapobiec nadużyciom i przywrócić naturze jej dziki charakter; władze wolą proste, naturalne plażowanie, a biznes leżakowy jest ograniczany na rzecz ochrony środowiska i autentyczności. 

W pełni popieramy ten zakaz, bo wiemy, że pod piękną ideą ochrony przyrody, celem zakazu było wyeliminowanie mafii (rosyjskiej?), która czerpała ogromne zyski wynajmując zestawy leżakowo-parasolowe za grube pieniądze. Nic z  tego nie trafiało do lokalnych mieszkańców!

 

Dodaj komentarz
  • 10 lutego 2026 | wtorek 13:40 Renata
    Odpoczywajcie i ładujcie akumulatory słoneczne na zimę w Polsce. Czekam na dalsze relacje i zdjęcia. Mam nadzieję, że konflikt między krajami wygaśnie...buziaki dla Was