Wycieczka z przyjaciółmi

Na zaproszenie Kena (Kanadyjczyka) i jego żony Chanthi pojechaliśmy na lunch do Kep (25r km od Kampot, nad oceanem). Adek na wypożyczonym na jeden dzień motorze, a ja w samochodzie z gospodarzami. Najpierw ogladaliśmy ich willę w Kampot i udzielaliśmy Chanthi instrukcji jak używać wielofunkcyjnej ...

Nasze kwiatki i roślinki

Rośliny doniczkowe: palmy i bugenville ozdabiają teraz restaurację tajską. Strilicje zostały na miejscu i pewnie niedługo zakończą swój żywot, bo nikt o nie nie zadba! Na pożegnanie zakwitły w pełnej krasie. My pożegnaliśmy również rzekę z jej kiczowatym otoczeniem. A chwila na "molo" w miłej bryz...

Oryginalne pożegnanie z Kampotem?

Tego jeszcze w Kampot nie widzieli!! Sprzedany kontener na śmieci wraz z zawartością innych zakupionych przedmiotów oraz kolacją (!!) wędruje przez miasto! Otóż Puppe i Dave kupili u nas sporo rzeczy i poprosili również o "śmietnik", który w detalu nie jest tani. Zapakowaliśmy więc wszystko wraz ...

"Kameleon" jeszcze żyje.

Na życzenie kilkorga naszych klientów dziś nadal wyprzedajemy pozostałości. A to dlatego, że do zmroku (a u nas w części głównej jest ciemno od 18:00) nie zdążyli dotrzeć, a jeszcze chcą obejrzeć "kości po kurczaku". Zabawa trwa... Wieczorny spacer po mieście i przyglądanie się funkcjonującym res...

"Kameleon" zamyka swoje podwoje

Kończymy wyprzedaż podsumowując zyski i straty. Około połowa kwoty, którą wydaliśmy na urządzenia i przedmioty zakupione na miejscu jak i przywiezione z Polski, zwróciła się. Uznajemy to za dobry wynik. Podobnie stało się z zastawą z Bolesławca, która została zakupiona dosłownie w ostatniej chwili...

Znowu o kotach

Pamiętacie naszego kota Kamela? Na własne życzenie odszedł od nas i pewnie gdzieś się zadomowił w wielkim Kampot. A my zostaliśmy z pięknym domkiem dla kotów, który jednocześnie służy jako komfortowy transporter lotniczy dla małych zwierząt. Mieści się pod siedzeniem fotela, a to jest warunek prze...

Chłopcy tuk-tukowcy zawsze na miejscu

Zawsze można liczyć na kierowców tuk-tuków. Przyjeżdżają do nas całymi rodzinami i to po kilka razy. I za kolejnym razem znajdują coś jeszcze, o co warto się potargować. Sprawia im to wyraźną przyjemność, gdy choć trochę "urwą" cenę. A my mamy zabawę oglądając całe to zjawisko dotąd na będące nas...

GS?

Kolejny wieczór na kolacji w tajskiej u Puppe i Dave’a. Zapraszają nas, bo obdarowaliśmy ich zapasami kuchennymi. Kolejny dzień naszej zabawy w sklep GS-u (kto pamięta?), w którym kupowało się szwarc, mydło i powidło, gdy tego było brak w miastach. Trafiła nam się para khmerska, która koniecznie c...